1001 oblicz jeziora
srebnoskrząca powieka
na zaschniętej szronem twarzy
zastój czasu
skrobiącego policzki
gorzkiej rozpaczy
poucinane paznokcie
i cichy jęk oddalający myśli
a dookoła kuśtykające w powietrzu
nimfy w turkusach
skąpane taflą muślinu
obleczone cichutkim szeptem cykad
tańczą roześmiane wśród traw
dzieci zieleni
a pomiędzy tymi slajdami
naiwny bóg zanurzył się w wodzie
sprytny bóg zbudował most
ale żaden nie zdołał
rozsupłać węzłów twoich win
które nieustannie
systematycznie
przywierają do szyi
jak ostatni bez-dech
znieczulica
wzrok odganiany przez rzęsy
chowany do mózgu
i na koniec
cichy szum jeziora
obijający się o nieświadomość