błękit nie po raz pierwszy
spacerujemy po plaży
kołysząc roztańczonymi pragnieniami

roztaczasz wtedy morze
ponad widnokręgiem
błękitno-szara wstęga
przecina
kryjówkę bogów

a ja
wpijam się swoim wzrokiem
w twoją szyję
nacinam
żółtym uchem kubka
do kawy
ten piasek który nam
ciągle marudzi
jedwab chwili
oplata nasze usta

nie słyszę już
niezadowoleń
tylko twoje rozbawienia
echem psotnego wiatru