my, zieloni oplótł nas wiatr
i tak ubrani
biegliśmy ile tchu
tam gdzie kończy się świat
prawie nadzy
skoczyliśmy w przepaść naszych marzeń

spragnionym wzrokiem
spijaliśmy zielone mleko łąk
w płuca kradliśmy
zapach słodkich wspomnień
potem widzieliśmy
jak słońce zdejmuje do snu
swe pożółkłe szaty

i pąsowiało ze wstydu
na całym firmamencie

postanowiliśmy też
zaplecionymi warkoczami bić się z bólem
rękoma odganiać natrętny łzy
i łokciami rozpychać się przez życie

a gdy przyszedł czas na nową bajkę
zagięliśmy rogi nieba
by wiedzieć gdzie

zatrzymał się czas


08.09.2009