nierealne
wyobraź sobie
smażymy się w niebie
przez wieczność wieczności
w ręku trzymasz ból
płaczesz ohydą
wiążesz wątłe sznurowadła
które krzyżują się w drogi
i biegniesz do tyłu
do nikąd
pociąg wykuty z rycerskiej zbroi
odjeżdża w niebiosa
gonisz go
by uchwycić koniec tęczy
niebo się wali
utonąć chce w wodzie
bierzesz śrubokręt
naprawiasz
ono wciąż ściska morską rękę
prawda jest taka
zasypiamy z marzeniami na ramieniu
budzimy się
uderzamy głową
o rzeczywistość - z betonu...