jego ostatnia imaginacja
ześlizgnęła się ciężko po nodze
zdrętwiałej od grawitacji
przez chwilę spał też
w ramionach gwiazd barczystych
pochłonął w bezdennej czerni
krojonej tasakiem duszy
i przepełniła go sytość
ogrom świadomości
napęczniałego uniwersum
a teraz stoi na popękanej skórze księżyca
ziarna piasku delikatnie
biczują jego łydki
pustka i suchość
dwie marne siostry
próbują się wcisnąć przez ucho
lecz on nie czuje
nie słucha
nie patrzy
ostatkiem sił wylądował umysłem
w innej pozaziemskiej przestrzeni