psychodelia
to imaginacja bólu
gdy w popłochu
tuląc rzęsy do panów
o złoto-karminowych żakietach
i trawiastych spodniach
zgubiłam rytm
wciąż powtarzających się
poczuć win
czujesz muzykę?
ach
te drżenie ciężaru duszy
jeżdżę wtedy jak wariatka
mając 3 promile uśmiechów
w wydychanym powietrzu
wiem
to takie łatwe
schować się za płaszczem z liści
i rzęsistych przyzwyczajeń
kiście naszych ostatnich dotyków
rozpuszczają się szybko
jak cukier w gorzkiej kawie
wciąż też liczę
tysiące rozmazanych
po-równań
z soczystym jak życie
zdrapywaniem miodowych słońc
z przypalonych
horyzontów