rozdroże zrodziłeś się
w strzępach bólu
pomiędzy kurtynami krzyku
jakby przez sen
odgarniałam paciorki modlitw
o twoje zdrowie

teraźniejszość naznaczona krwią
trudem postanowień
i dziurawą siatką na wspomnienia

a one dopiero nadciągały
galopem pomijając twój
bystry jak brzytwa umysł
raniąc kolana
zatykając płuca

tyle razy cię prosiłam
byś nie rozdrapywał
strupów smutków minionych

na próżno

nawet groch się już nie odbija
od ściany

dałam ci życie
naklejałam plastry
prasowałam spodnie
oddałabym życie

dlaczego więc
stojąc na rozstaju dróg
nie widzisz gdy macham do ciebie
wskazując kierunek?


12.07.2010