spotkania na Babelu
zawsze kochałam jego szept
który ciągle wycierał się o framugę życia.
często też zapraszałam go
na herbatę zmieszaną ze słońcem.
ile słodzisz?
dwa pełne szczęścia poproszę.
deszczu doleję sobie sam.
nonsens.
usilnie próbowałam wcisnąć parasolkę
między jego zdumienie.
co słychać?
a wiesz, ostatnio tylko trzask
wyrywanych z korzeniami wspomnień
głuchy szelest nieudanych prób
i świergotanie dumnej przeszłości
czyli wiele przegapiłem.
nie było cię całe moje przebaczanie.
zawsze w tym momencie wstawał
wywracał kieszenie na lewą stronę
i w geście bezradnym zostawiał
na stole przyrzeczenie.
to na opłacenie naszej miłości.
ckliwie popatrzyłam na stół.
leżał tam teraz tylko obrus.
znów wyjdzie nie zabrawszy ze sobą
mojego żalu
08-01-2007