wewnątrz i na zewnątrz podarta na strzępy kamiennica
krzyk wbity we framugę
płacze
zdarta farba i odpadający tynk

stojąc przy oknie
szukałam świata
niestety
szyba zbyt brudna
zamglona od przyrzeczeń

potrzeba zawieszenia uśmiechu
na wypłowiałej smutkiem twarzy
odeszła
słońce od dawna
mnie nie odwiedza
przecież co dzień otwieram
podrapane żalem drzwi

na szerokiej ulicy
latarnia cicho śpiewa
o końcu świata
podobno przechadza się tędy Bóg
z gestem wymownym
dziś niedziela
nie pracuję

faktycznie

widziałam anioła
wypluwał łzy do kałuży
z rozmazanym makijażem
zdejmował papierowe skrzydła
mamrotał coś

o betonowym piekle

23-02-2005